O poradach, zabójstwie i okolicznościach łagodzących

Jak często doradzasz innym? Ile razy wydawało Ci się, że znasz najlepsze rozwiązanie na zagwozdkę z jakim zmaga się bliska osoba? Chcę opowiedzieć Ci pewną historię….


Kiedy uczyłam się coachingu często słyszałam, że podstawową umiejętnością dobrego coacha jest słuchanie – empatyczne dawanie przestrzeni drugiej osobie, otwarcie się na przyjmowanie. Bez wtrącania swoich trzech groszy, bez udzielania rad, bez szukania swoich rozwiązań problemów klienta. Myślę, że nie tylko jest to podstawowa umiejętność coacha, ale także każdego człowieka!

Słuchanie jest najwyższą formą gościnności. Gościnność ta nie polega na tym, że gość ma przyjąć styl życia gospodarza, ale daje mu możliwość inspiracji

Nie pamiętam dokładnie, gdzie znalazłam tę myśl, ale bardzo mnie poruszyła (prawdopodobnie von Thun, bo jego książka była u mnie długo na tapecie tego lata 🙂 ). Bo słuchanie pełne uważnej empatii, bez narzucania innym swojej mapy – swoich interpretacji rzeczywistości, wartości, przekonań, jest prawdziwym poznawaniem i budowaniem relacji z drugą osobą.

Różni się to znacząco od pospolitego słyszenia tego, co mówi drugi człowiek. Słyszymy treść i reaktywnie na nią odpowiadamy. Zachodzi taka szybka zasada akcji-reakcji. A do tego uprawiamy wolontariackie powszechne poradnictwo.

Więc jak często słuchamy tak NAPRAWDĘ?

„Porady są jak zabójstwo”

Pierwszym grzechem głównym w coachingu jest wyrywanie się do udzielania rad (o wyrażaniu swoich opinii nie wspominając!). Nie wynika to ze złej woli osoby (coacha), ale raczej ze sposobu komunikacji, jaką uprawiamy każdego dnia.

Na kursie jedna z trenerek porównała udzielanie rad do zabójstwa. Jest to jakaś forma zbrodni na człowieku – zabijamy w nim potencjał kreatywnego generowania rozwiązań swoich problemów i możliwość wglądu w siebie. Wierzę głęboko, że każdy z nas ma pokłady wewnętrznej mądrości, do której może sięgnąć. Nie zawsze jest to łatwe, bo po pierwsze trzeba się wyciszyć i przyjrzeć się swojemu wnętrzu, które nie zawsze nam się podoba.

Po drugie samodzielnie odnajdując odpowiedź, to my jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny. W sytuacji korzystania z podpowiedzi innych, możemy doszukiwać się w nich winy za przykre konsekwencje, które nas w ostatecznym rozrachunku spotkały. A mimo to udzielamy rad osobom, które są dla nas po prostu ważne, chcąc im pomóc, zainspirować, pokazać, że nam zależy na ich szczęściu i dobrobycie. Działamy z dobrymi intencjami. Ale są to jedynie wymówki, które mogą uspokajać sumienie.

Najbardziej z całego porównania spodobała mi się kończąca myśl: Gdy sprawa zabójstwa dojdzie już do etapu rozprawy sądowej, to dobre intencje sądu nie interesują! Zabójstwo jest poważnym przestępstwem, w obliczu którego naprawdę niewiele jest okoliczności łagodzących. Tak samo jest z doradzaniem. Nawet jeżeli działamy w dobrej intencji, to narzucamy swoją interpretację rzeczywistości, często nie znając całości sprawy, problemu. Nie mamy przecież dostępu do skrywanych uczuć czy pragnień drugiego człowieka.


Następnym razem, gdy będziesz miała ochotę komuś doradzić…

Poradź mu jedynie, żeby poszukał odpowiedzi w sobie 😉

Tagged , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *